Dlaczego metoda nazywa się Consonance Therapy

Consonance – to moja metafora człowieka, który przeszedł w świat psychoterapii z zawodu twórczego. Konsonans, od łacińskiego Consonantia oznacza harmonię w muzyce, akord. To stan harmonii, który jest nie tylko  zapisany w nutach, ale także w naszej naturze i do którego podświadomie dążymy zawsze jako gatunek społeczno-biologiczny.

SZTUKA I TWÓRCZOŚĆ INTEGRUJĄ NASZE DOŚWIADCZENIE

Z pierwszego wykształcenia jestem pedagogiem-choreografem z ogromnym doświadczeniem. Taniec to najbardziej kompleksowa forma sztuki – ma funkcję integracyjną, daje poczucie harmonii ciała, umysłu, emocji, znaczeń. Dzieje się tak dlatego, że twórczość zachodzi jednocześnie na wszystkich poziomach percepcji: na poziomie racjonalnym – musisz zrozumieć, co i dlaczego oraz w jakiej kolejności robisz. Na poziomie obrazowym wcielasz pewną fabułę, obraz. Proces tworzenia ma zawsze sens dla twórcy, jest egzystencjalny i emocjonalnie uzasadniony. Jednocześnie ciało inkarnuje pomysł w konkretnych ruchach w przestrzeni i czasie.

Aby dźwięki stały się muzyką, a nie hałasem, aby ruchy stały się tańcem, a nie szarpaniem, aby słowa stały się powieścią, a nie gadaniną, obraz nie był plamą, a wzbudzał radość, poczucie harmonii i integralności, mistrz musi znać prawa tej harmonii, kompozycji, dramaturgii i podążać za określoną logiką. Musi wcielać się fizycznie, trenować, pamiętać o całokształcie i doskonalić niuanse. Jednym słowem, być świadomym i zaangażowanym w proces twórczy.

CHAOS TWORZY DYSONANS

Kiedy wkroczyłam w świat psychologii, to moje drugie wykształcenie wyższe, byłam zdziwiona, że nauka wszystkich metod(a opanowałam ich dziesięć) oraz praca z klientem nie mają żadnego planu i logiki. Proces buduje się głównie w sposób chaotyczny i spontaniczny. Proponowane są jakieś ćwiczenia, praktyki, zadawane są jakieś pytania. Nigdy nie jest jasne, skąd co się wzięło i dokąd się zmierza. Teoria często oddzielona jest od praktyki. Po prostu obserwujesz, jak pracuje nauczyciel, a potem powtarzasz to samo z klientem.

Wewnątrz klienta panuje jednak chaos, który jest wynikiem niezintegrowanej traumatycznej przeszłości. Jego myśli, wspomnienia, fantazje, emocje i zachowanie nie są logiczne, nie ma on nad nimi kontroli. Jego osobowość często nie radzi sobie z rozwiązaniem prostych życiowych pytań. Nie ma on dostępu do wrodzonej kreatywności, która pomaga zdrowej osobowości adaptować się do rzeczywistości. Człowiek jest uwięziony w okowach stereotypów i kompleksów. Odczuwa dysonans. Cierpi.

Idzie na terapię w nadziei, że pomoże mu się zebrać i odzyskać kontrolę nad życiem, ale proces terapeutyczny okazuje się nieskodyfikowany, nieprzewidywalny, nieskończony i dlatego też nieefektywny. Terapeuta nie wie, od czego zacząć, co i dlaczego robi, gdzie się znajduje i dokąd prowadzi klienta. Chwyta się każdej historii. Przy tym każda metoda działa tylko na jednym poziomie percepcji. Jeden terapeuta analizuje, inny pracuje z twoim ciałem, trzeci z obrazami, dziesiąty z zachowaniem, a to wszystko w różnych miejscach.

Nic dziwnego, że dla klienta i dla terapeuty taki niekontrolowany proces terapii jest trudny, bolesny, nieskończony, a wynik w ogóle nieprzewidywalny. Często po terapii klient czuje się gorzej niż wcześniej i problemy nie rozwiązują się latami. Wielu psychologów opuszcza zawód albo ciągle studiuje metodę za metodą, tylko zwiększając entropię i stres.

Często słyszę, że taki proces nazywają twórczym. Nie!

TWÓRCZOŚĆ – TO NIE CHAOS I NIE DZIAŁANIA BEZ PORZĄDKU 

Podobnie jak większość psychologów, na początku sądziłam, że psychoterapia to szczególna dziedzina, w której brak jakichkolwiek wytycznych i nie ma sensu ich szukać, bo człowiek jest tak złożoną istotą. Każda historia jest tak indywidualna i niepowtarzalna, że nie ma sensu szukać logiki, struktury, algorytmów i systemu…

Aby być terapeutą, wierzyłam, niezbędny jest specjalny talent do łączenia ćwiczeń i intuicyjnego zadawania pytań. Dla każdego klienta w różnych przypadkach trzeba dobierać różne metody. Jednak to jest nieskończony i bardzo wyczerpujący proces dla obu stron. Nie masz kryteriów sprawdzania czy praca jest skuteczna. To stały strach o to, że można zaszkodzić klientowi i nie poradzić sobie. Każde spotkanie z klientem to stres.

STRUKTURA I SYSTEM KSZTAŁTUJĄ TREŚĆ

Ratowała mnie praktyka pedagogiczna. 

Jestem pedagogiem z powołania, całe życie sama się uczę i od 18 roku życia nauczam, więc jestem pewna, że: 

  • jeśli w czymś nie odnosimy sukcesu, to nie dlatego, że jesteśmy głupi lub nie posiadamy  talentu, ale dlatego, że nie nauczono nas jak prawidłowo to robić, albo źle zorganizowano nam proces nauki (kiedyś lub teraz). 
  • jeśli zorganizować naukę w sposób logiczny, dać wystarczająco dużo czasu, wyćwiczyć umiejętności i umieć odpowiedzieć na każde pytanie człowieka racjonalnie, czyli, tak aby stało się to zrozumiałe i spokojne, to absolutnie każda osoba może nauczyć się tego, co ją interesuje;
  • podczas nauczania każdą informację trzeba uporządkować, uzasadnić metodologicznie i podzielić na zrozumiałe i przyswajalne części, aby uczniowie (terapeuci lub klienci) mogli to powtórzyć. Umiejętność wyjaśnienia trudnych rzeczy w prosty sposób jest bardzo ważna; 
  • z choreografii wiem również, że aby opanować skomplikowaną umiejętność, trzeba ją podzielić na proste kawałki, nauczyć się każdego z osobna i połączyć razem, a następnie wielokrotnie  to powtarzać. 
  • jedynymi wskaźnikami poprawnie wykonanej pracy, zarówno w sztuce, jak i w psychoterapii, są rzeczywiste zmiany w życiu/ zachowaniu osoby, poczucie spokoju i radości, znaczy consonance. To jest pewność siebie dosłownie po każdej sesji lub lekcji.

METODA TERAPII CONSONANCE ODZWIERCIEDLA MOJĄ KONCEPCJĘ ŻYCIOWĄ

Nie miałam na myśli wynaleźć nową metodę, tylko ułatwić sobie życie, żeby być skutecznym terapeutą, bo czułam się odpowiedzialną za to, że klient cierpi, a ja nie potrafi mu pomóc. W tym poszukiwaniu odpowiedzi opanowałam dziesięć metod: zorientowanych na pracę z ciałem, art terapeutyczną oraz werbalne, zorientowane na pracę z traumą i osobowością.

Co z tego wyszło:

  • Po raz pierwszy w psychoterapii wreszcie jeden terapeuta może pracować z dowolnym stopniem trudności problemu, z jakimkolwiek urazem i z osobowością w jednym miejscu i jednocześnie na wszystkich poziomach percepcji: poznawczym, sensowym, obrazowym, fizycznym i emocjonalnym.
  • Z chaosu teorii i praktyk udało się stworzyć uporządkowany system i zaproponować proste, ale praktyczne algorytmy, protokoły, kryteria oceny, narzędzia pracy, strukturę osobowości.
  • Wreszcie terapeuta ma jasny plan pracy z klientem od pierwszego spotkania do zakończenia. Podążając za prawidłowościami, stosując niezbędne narzędzia, może zagwarantować klientowi rozwiązanie każdego problemu raz na zawsze, tak aby już nie powracał.

W rezultacie, pracując w metodzie Consonance Therapy, wszystko co fałszywe, nienaturalne, wymuszone i obce znika. Klient odzyskuje kontrolę nad swoim życiem, zyskuje dostęp do wewnętrznych zasobów i kreatywności. Odradza się jego prawdziwe Ja i wewnętrzny Consonance – współbrzmienie myśli, emocję, odczucia i sensy, które pomagają kreować jego życiem.

Z takim podejściem otwiera się przestrzeń zarówno dla prawdziwego i twórczego terapeuty, który wie, co robi, gdzie się znajduje oraz jest w stanie ocenić swoją pracę.

Jak artysta, korzystając ze standardowej palety kolorów, tworzy unikalne odcienie dla swojego obrazu. Jak muzyk z tych samych nut, tancerz z opanowanych ruchów, pisarz z powszechnie znanych słów tworzy niepowtarzalne dzieło, opierając się na zasadach harmonii, tak consonance terapeuta opiera się na jednym systemie i używa tych samych narzędzi, protokołów, jednocześnie kreatywnie dostosowując się do konkretnej, unikalnej historii i problemu klienta.