|

Moja historia –  Od choreografa do psychoterapeuty

Byłam samotnym dzieckiem. Moi rodzice ciągle się kłócili i bili. Kiedy miałam 6 lat, zmarł tata. Mama była władczo-rozdrażniona. Nie lubiłam szkoły i bezbarwnego miasta, w którym mieszkałam.

Każdego dnia w moim oknie południowe rozpalone słońce wyjeżdżało niczym ogromny złoty dyskiem zza szpitala psychiatrycznego, żeby pokazać mi opuszczoną kopalnię. Potem wysoko przechodziło nad więzieniem i figlarnie podświetlało miejskie wysypisko. Żegnaliśmy się, kiedy zachodziło za mury sanatorium chorób płuc.

W wieku pięciu lat marzyłam, żeby mnie zabrali kosmici. Jednak nie przylecieli, ale wysłali mi dobrych Nauczycieli i Taniec.

Światełkiem w tunelu stała się szkoła baletowa, do której pozwolono mi chodzić, „żebym nie włóczyła się po ulicy”. Nauczycielka wydawała mi się wróżką z bajkowego świata. Zgrabna balerina, która czarowała swoim tańcem, była jedynym dobrym człowiekiem w moim dzieciństwie. Kochała nas jak swoje dzieci. Mówiła, że jesteśmy piękne i wszystko nam się udaje. Od niej usłyszałam po raz pierwszy, że trzeba kochać siebie i iść z podniesioną głową i prostymi plecami nie tylko po scenie, ale i przez życie. Dzisiaj można by powiedzieć, że rzeczywiście była ona kosmitką na tle tej beznadziejnej sowieckiej ciemności.

,,Chcesz tańczyć? To masz mieć same piątki” – taki warunek postawiła mama. Warunek ten oczywiście spełniłam. Dokładnie to było częścią mojego tajemnego planu ucieczki: dostać dyplom z wyróżnieniem w liceum choreograficznym, wyjechać na studia do Kijowa i nigdy więcej nie wracać.

Tak też się stało i tak zostałam choreografem.

Później otworzyłam pierwszą w Ukrainie szkołę flamenco. 10 lat ten niesamowity taniec dawał mi i moim uczennicom poczucie pewności siebie i możliwość samowyrażania. Całkowicie nieprzystosowana do otoczenia i przestraszona  w codziennym życiu, tylko na scenie i w sali tanecznej byłam sobą.

Ponieważ na początku lat 90-tych nie było psychoterapeutów, to aby pozbyć się swoich  kompleksów i traumatycznej przeszłości, poszłam na studia na Uniwersytecie im. Szewczenki na praktyczną psychologię.

Tak zostałam psychologiem.

Podczas nauki dowiedziałam się, że istnieje kierunek w psychologii, który nazywa się terapią zorientowaną na ciało, a także terapia tańcem i ruchem, ale nie było nauczycieli. 

Jednak kosmici i tu się postarali – znów miałam szczęście… Uczyłam się u najlepszych na świecie w tej dziedzinie terapeutów z Ameryki i Europy. Każdy z nich był cenny niczym diament! Tak opanowałam siedem cielesnych metod i jedną twórczą.

Szkołę flamenco w Ukrainie ostatecznie zamknęłam, ale odkryłam siebie jako terapeutę skupiającego się na pracy z ciałem i terapeutę zajmującego DMT. Zostałam trenerem edukacyjnym i superwizorem. Postawiłam na nogi ten kierunek w Ukrainie. Stworzyłam również Ukraińskie Stowarzyszenie DMT i wyszkoliłam prawie 200 terapeutów.

Całym sercem wierzyłam, że jestem na właściwej drodze – narzędzia i praktyki próbowałam na sobie. I działały! Nieustraszona nurkowałam w swoją przeszłość, nie bałam się spotkać choćby samego diabła w swojej podświadomości, byleby uwolnić się od dawnych traum i bólu. Jednak w trakcie nauczania często widziałam, jak ludzie boją się zanurzać w cielesne doświadczenie, przerażają ich  traumatyczne wspomnienia i nieznośne emocje. I rozumiem, dlaczego.

Poprzez ciało można łatwo i szybko wpaść w traumę, ale proces ten jest prawie niekontrolowany – nigdy nie wiemy, gdzie skończymy. Metody ciała są procesowe. Nie mają żadnej struktury ani struktury osobowości. Za każdym razem wpadamy w traumę, następnie odczuwamy silne emocje, coś robimy i na chwilę staje się lżej. Lecz problem nie znika na zawsze, a zaczynają rozwijać się uzależnienie od treningów, medytacji i cielesnych praktyk, a ja uzależnienia nie lubię od dzieciństwa.

Wtedy zdecydowałam, że trzeba do Ciała dodać Głowę.

Idąc za ciosem opanowałam jeszcze dwie werbalne nowoczesne metody od wspaniałych Europejskich nauczycieli: EMDR do pracy z mono traumą i Schema therapy do pracy z zaburzeniami osobowości. Przeszłam również dwuletni kurs z psychotraumatologii.

Każda z 10 już opanowanych przeze mnie metod była dobra, dawała oddzielne narzędzia, ale system nie wyklarował się w pełni. Głowa była napchana wiedzą, Ciała ignorować nie mogłam. Każda metoda działa tylko na jakiś kawałek problemu. Jednak nikt nie pomyślał, żeby połączyć to w jedną harmonijną całość. Taka sytuacja przypomina rozsypane puzzle, na każdym z nich jest jakiś drobny obrazek i element, jednak tylko połączone ze sobą tworzą czytelny obraz. Jak ich połączyć?

Głównym celem był potrzebny klientowi wynik i świadome zarządzanie procesem terapeutycznym dla terapeuty. Dlatego zaczęłam eksperymentować i udało się:

  • stworzyć system i ustalić logikę procesu terapeutycznego od pierwszego spotkania do jego zakończenia
  • określić prawidłowości i kryteria, tak żeby sprawdzać swoją skuteczność w pracy z klientem
  • znaleźć algorytmy, według których można powtórzyć proces i osiągnąć upragniony przez klienta wynik nie w sposób przypadkowy, a planowany
  • dobrać niezbędne narzędzia do pracy na każdym poziomie percepcji
  • stworzyć protokoły po pracy z każdym rodzajem traumy
  • stworzyć nową strukturę osobowości i umieścić ją w ciele, żeby stała się realistyczna
  • zaproponować stopniowy plan i instrukcje dla tych procesów, które poddają się systematyzacji

W rezultacie powstała zupełnie nowa metoda Consonance Therapy.

W niej jeden terapeuta pracuje z każdym problemem, z osobowością oraz ze wszystkimi rodzajami traum w jednym miejscu na wszystkich poziomach percepcji: poznawczym, obrazowym, cielesnym i emocjonalnym.

Moi klienci, a także klienci moich studentów dostają oczekiwany i potrzebny im wynik, a terapeuci mogą w końcu wetchnąć i nie intuicyjnie, a logicznie i świadomie zarządzać procesem terapeutycznym.

Gdybym urodziła się w innym miejscu i przeszła inną drogę, gdyby w latach 90-tych znalazła consonance terapeutę – dziś pisałabym zupełnie inną historię. Jestem wdzięczna za to, że trafiałam w moim życiu na wartościowych i świetnych nauczycieli, cieszę się, że wspierali mnie na każdym etapie mojej edukacji… Obecnie staram się iść ich śladem i zawsze wspierać swoich uczniów. Staram się być dla nich nie tylko dobrym nauczycielem lub psychoterapeutą, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem.

Taka jest moja droga z choreografii do psychoterapii.